Poprzedni wpis (Vendor lock-in (na melodię "do no evil")) | Następny wpis (Czwarte koty za płoty)
Zgodowie na Zakynthos
Gdy w końcu zdecydowaliśmy się nawiedzić rejon Morza Śródziemnego, świat pogrążył się w finansowym kryzysie, ale mimo to postanowienia nie zmieniliśmy. Wystrczyło obejrzeć kilka zdjęć, żeby przestać myśleć o pieniądzach, kursie €, urlopach i innych przyziemnych sprawach.
W maju wyjedziemy sobie na tydzień odetchnąć innym powietrzem na bajecznej wyspie Zakynthos. Termin został wybrany nieprzypadkowo — przed sezonem, ale w trakcie rozkręcania się. Już ciepło, ale jeszcze nie upalnie. I może nie będzie aż tyle komarów, choć podobno na to nie ma co liczyć. Nie obyło się bez nerwów i kilku kłótni, a na Zakynthos padło niemal przypadkiem po tym, jak nie znaleźliśmy satysfakcjonującej oferty na Rodos i na Krecie.
Od kilku dni nie mogę przestać o tym myśleć, śni mi się to po nocach i zwyczajnie nie mogę się doczekać... Kalamaki, here we come!
Etykiety: rodzinka turystyka życie w Wołominie
Komentarze (2)
#2 jarek skomentował(-a) 14 marca 2009 o 15:45
Nazwa miejscowości.



#1 Piotr Hosowicz skomentował(-a) 14 marca 2009 o 12:50
WTF is kalamaki?