Poprzedni wpis (Lepiej późno, niż później) | Następny wpis (Nowe w Megiteam)
Koniec świata benzyniaków
Ze zgrozą przeczytałem dziś w artykule AMS o tym, że VAG uzyskał z silnika 1.2 moc 105KM. I zamontował ten silnik w burakowozie nr 1, czyli w swoim Audi A3, pokazanym właśnie we Frankfurcie. Downsizing stał się ostatnio modny wśród producentów, ale ta informacja wraz z opisem silnika zmroziła mi krew w żyłach, bo do tej pory nie było aż takiego parcia.
Do niedawna użytkownicy aut z silnikami benzynowymi mieli komfort płacenia mało za serwis, ale okupione to było płaceniem więcej za paliwo. Jeżeli ktoś jeździł mało lub bardzo mało, to było do przyjęcia. Jak ktoś jeździł średnio dużo lub dużo, to jedynym rozwiązaniem było zamontowanie instalacji gazowej, czyli poniesienie pewnych kosztów na sprzęt, montaż i nieco droższy serwis, ale za to paliwo było jeszcze tańsze, niż do diesli. Spotkania z dieslarzami w warsztatach poprawiały humor, gdyby nagle ktoś z benzyniarzy zwątpił w słuszność obranej drogi: u nas nie trzeba było regenerować turbo, wtryskiwacze nie kosztowały 550zł za regenerację sztuki no i mieliśmy normalne sprzęgło, a nie jakiś udziwniony dwumas za 2 tys. zł. Wszystko to zmniejszało koszt serwisowania, a nalanie chrzczonego paliwa było co najwyżej źródłem irytacji, a nie finansowego krachu domowego budżetu. Silnik z zapłonem iskrowym to konstrukacja prosta, sprawdzona, w której mało co może się zepsuć, jeżeli się o niego przeciętnie dba. So far, so good.
Teraz się to ma zmienić. Nadchodzi nowe — technologia, która podniosła sprawność diesli teraz ma zawiędrować pod maski benzyniaków, a wraz z nią wszystkie dobrodziejstwa i przekleństwa nowoczesnych diesli: skomplikowany układ wtryskowy, turbina (często o zmiennej geometrii łopatek), czasem dodatkowo kompresor. Wszystko to po to, żeby zmniejszyć zużycie paliwa do poziomu porównywalnego z dieslami, jednak kosztem podniesienia stopnia skomplikowania konstrukcji i osprzętu silnika, także do poziomu porównywalnego z dieslami. Co w efekcie da nam koszt serwisowania porównywalny z dieslami.
Za parę lat stukonny Duratec Forda będzie wspominany tak, jak obecnie wspominane jest słynne 2.4D 75KM z Mercedesów W124 — jako silnik, który mógł nalatać bańkę kilometrów, z interwałem między remontami głównymi 350 tys. km (to Duratec). Przy średniej eksploatacji przez prywatnego użytkownika prędzej mogła się rozpaść karoseria Focusa, niż osiągnięty zostałby nalot 1 miliona km, a w prywatnych rękach rzadko które auto dożywa do remontu głównego silnika.
Po tych wszystkich jojczeniach... Jeżeli ktoś chce mi podarować nowego Golfa Varianta z 1.4TSI 122KM, to wiadomo jak się ze mną skontaktować. ;)
Etykiety: wozik
Skomentujesz?
* oznacza pole wymagane


