V40, zdejmowanie klosza obrysówki tylnej

Jak wiadomo powszechnie, Volvo S/V40 posiada światła pozycyjne boczne, zwane nieprawidłowo światłami obrysowymi lub w skrócie obrysówkami (i tego potocznego określenia będę używał, bo wszyscy go używają i wiedzą o co chodzi). W przedliftach (do MY2000 włącznie) wymiana żarówki wg wersji oficjalnej jest niemożliwa — trzeba wymienić cały klosz, wraz z przepaloną żarówką (koszt ok. 90 zł). Istnieje wersja nieoficjalna, ale nie będę się nią zajmował, bo po pierwsze jest to dokładnie opisane na forum V40.pl (-> użyj opcji "Szukaj"), a po drugie mam polifta, gdzie już można żarówkę wymienić. Instrukcja do S/V40 do MY2002 (potem już jest w spisie żarówek) nie wspomina co to za żarówka, ale to zwykła bezcokołowa 3W (W3W), taka jak do pozycyjnych ale o mniejszej mocy.

A jaki jest w tym problem? Ano taki, że instrukcja opisuje jedynie zdejmowanie klosza lamp przednich. To co trzeba zrobić w przypadku lampy tylnej jest co najmniej nieoczywiste, a że klosz kosztuje ok. 100 zł i nie jest wykonany ze szczególnie trwałego plastiku, to napiszę, co trzeba zrobić, aby dostać się do żarówki w tylnej obrysówce.

Instrukcja do S/V40 wspomina, że aby wymienić żarówkę należy "podważyć część klosza od przodu pojazdu i wysunąć z zatrzasku" (jest nawet poglądowy rysunek). Problem w przypadku tyłu polega na tym, że postępując zgodnie z tą instrukcją wyłamuje się plastikowy ząbek i klosz jest do wyrzucenia. Aby wyjąć tylny klosz należy podważyć tylną część klosza, bo tam znajduje się zatrzask. Bierze się to stąd, że klosze są zamienne na skos z obrotem o 180 stopni (prawy przód z lewym tyłem i lewy przód z prawym tyłem, zamienia się "góra" i "dół") — strona "od przodu pojazdu" w przypadku lampy przedniej przy tej zamianie w lampie tylnej staje się stroną "od tyłu pojazdu".

Potem już tylko 2-3 minuty na wymianę żarówki i wciśnięcie z powrotem klosza i po sprawie, choinka znowu świeci. Kocham Volvo.

Volvo Love

Po niecałym miesiącu wożenia się holenderskim Vikingiem zaczynam czuć "Volvo Love". Nie mam też już najmniejszych wątpliwości, co będzie po V40 — Volvo i nic innego. I na pewno uturbione.

Przyjemność zaczyna się z rana, gdy wyjeżdżam z garażu i trwa ok. półtorej godziny (droga do pracy). Potem jest czarna dziura i po 8 godzinach kontynuacja przyjemności: 45 minut powrotu do domu. Gdyby nie seks, to byłyby to najprzyjemniejsze chwile każdego dnia. A teraz do szczegółów.

Nadal nie wiem, co najbardziej podoba mi się w V40, ale mocnym kandydatem jest silnik. Nosi on oznaczenie B4204T3, co tłumaczy się na "benzynowy, czterocylindrowy, 2.0l, 4 zawory na cylinder, turbodoładowany, wersja 3". Zarówno długi jak i krótki opis oznacza to samo — moc 120kW (163KM) przy 5250 obr/min i moment obrotowy 240Nm w zakresie 1800-4500 obr/min, który potrafi wbić w fotel, jeżeli na chwilę zapomni się o wirze w baku. W codziennym użytkowaniu oznacza to mniej-więcej tyle, że można przestać planować wyprzedzania na drodze, wystarczy mocniej wcisnąć gaz i auto po prostu jedzie wciąż szybciej i szybciej, od niskich obrotów praktycznie aż do odcięcia dopływu paliwa... przy prędkości 220km/h. Tak jest ustawiony ogranicznik w ECU...

I tu można przejść do kolejnego mocnego punktu, to znaczy kabiny i jej wyposażenia (łącznie z wyciszeniem). V40 to nie jest oaza luksusu, więc słychać zarówno silnik, jak i hałas powietrza opływającego bryłę auta, ale natężenie tego hałasu jest nieporównywalnie mniejsze, niż w poprzedniku (Ford Escort Turnier Mk7 1.6 16v). Praktyczny objaw jest taki, że przy prędkości 110km/h nie trzeba podnosić głosu podczas rozmowy, a przy 130km/h można normalnie rozmawiać, choć trzeba mówić trochę głośniej niż zwykle. Do prędkości 160km/h nie słychać wysiłku w pracy zespołu napędowego. Fotele są cudownie wygodne, choć akurat w moim egzemplarzu przydałaby się elektryczna regulacja (jest ręczno-mechaniczna), a jeszcze lepiej automat zapamiętujący ustawienia. Ale jestem w stanie przeboleć te kilka minut więcej potrzebne na ponowne przystosowanie otoczenia kierowcy do moich potrzeb.

No i drobiazgi, masa przemyślanych drobiazgów, które umilają życie:

  • automatycznie włączające się oświetlenie wnętrza po odblokowaniu centralnego zamka, może to być także wskaźnik niedomknięcia którychś drzwi;
  • przy włączonych przednich wycieraczkach i wrzuceniu biegu wstecznego automatycznie włącza się tylna wycieraczka;
  • po spryskaniu szyby wycieraczki automatycznie wykonują 3 przebiegi i po pół minuty kolejny jeden;
  • komputer powiadamia gdy w zbiorniku zostanie 7l paliwa, następnie gdy zasięg spadnie poniżej 50km, a w końcu 15km;
  • zamek centralny blokuje się automatycznie po zamknięciu drzwi (o, jakie to przydatne, gdy masz ręce zajęte torbami z zakupami!);
  • ogrzewanie nie dmucha bez sensu zimnym powietrzem dopóki silnik się nie rozgrzeje, niezależnie od ustawienia do momentu rozgrzania silnika dmucha tylko na przednią szybę;
  • specjalne ustawienie do odparowywania szyb automatycznie włącza klimatyzację i ustawia nadmuch na przednią szybę z maksymalną mocą;
  • w bagażniku są fabrycznie zamontowane pasy do umocowania bagażu;
  • siateczkowy filtr przy wlewie do zbiornika płynu do spryskiwaczy;
  • korek wlewu paliwa na łańcuszku;
  • maska na siłownikach, żadnej niepotrzebnej podpórki;
  • kontrolki ostrzegawcze niskiego poziomu płynu do spryskiwaczy i przepalenia żarówek;
  • boczne światła pozycyjne (nieprawidłowo nazywane "obrysówkami"), dzięki temu od razu można poznać S/V40;
  • łatwo wyjmowalna popielniczka, po prostu wyciągasz i już (idealnie nadaje się do schowania zapalniczni, jak coś trzeba wpiąć w gniazdko);
  • kieszenie w siedziskach przednich foteli;
  • klips do przypinania biletów parkingowych pod szybą;
  • ...

Jest za co lubić V40.

Ładowanie...