Poprzedni wpis (Dalej) | Następny wpis (Mądrości Google)
Kto mnie dziś próbował zabić
Dziś jeszcze nikt. Może dlatego, że ogólnie rano ruch na ulicach Warszawy był raczej nieporażąjący intensywnością — z Bródna do Promenady na Ostrobramską (przez Ząbki i Chełmżyńską) udało mi się przejechać w około pół godziny, to wynik lepszy od przeciętnego o jakieś 15 minut. Oczywiście, paru idiotów po drodze spotkałem, ale nie zagrozili bezpośrednio mojemu bezpieczeństwu. Niestety, zagrozili bezpieczeństwu innych.
Bazyliańska
Na ulicy Bazyliańskiej w kierunku skrzyżowania z Wysockiego ruch w każdą stronę odbywa się po jednym pasie, a przestrzeń między kierunkami ruchu jest w zależności od miejsca albo pasem do skrętu w lewo, albo pasem rozbiegowym po skręcie w lewo w Bazyliańską, albo obszarem wyłączonym z ruchu. Nie brakuje jednak wsioków (przede wszystkim repów w Focusach i Astrach, ale i różni cywilni nie są lepsi), którzy z tej części ulicy robią sobie "lewy pas". I jadą, nie zważając po kolei na:
- nakaz skrętu z pasa w lewo
- to, że pas jest pasem do ruchu w kierunku przeciwnym
- to, że powierzchnia jest wyłączona z ruchu
- to, że ponownie pas jest pasem do ruchu w kierunku przeciwnym
- i ponownie nakaz skrętu z pasa w lewo
Cały ten koncert buractwa kończy się koniecznością objechania wysepki przejścia dla pieszych, oczywiście jadąc pod prąd pasem dla ruchu w kierunku skrzyżowania z Rembielińską. Potem wystarczy już tylko wjechać na pas przeznaczony do skrętu w lewo w Wysockiego i... skręcić z niego w prawo.
Chełmżyńska
Przejazd kolejowy na Chełmżyńskiej to według mnie jedno z bardziej niebezpiecznych miejsc tego rodzaju w Warszawie. I nie ma wielkiego znaczenia to, że jest to przejazd strzeżony, z pełnymi zaporami opuszczanymi przy dozorze człowieka w budce obok zapór. Ruch na szlaku kolejowym między Rembertowem a stacją Warszawa Wschodnia jest bardzo intensywny i zawsze tworzą sie tam wielkie zatory, które skutkują kilkunasto- lub nawet kilkudziesięciominutowymi przestojami. A teraz trochę opisu słowno-muzycznego tego chorego miejsca (patrząc od strony Kawęczyna):
- tuż przed przejazdem (dosłownie 3-4 metry przed zaporami!) jest przelotowe skrzyżowanie z ulicą Strażacką, na którą jest kierowany tranzyt samochodów ciężarowych w kierunku Lublina, a ze Strażackiej wyjeżdżają śmieciarki ze spalarni oraz kurierzy kilku firm, które mieszczą się w okolicy
- tuż za przejazdem (w podobnej odległości od zapór!) jest skrzyżowanie z ulicą Chłopickiego, którą prowadzi skrót do placu Szembeka
- na Chełmżyńskiej w kierunku Kawęczyna jest zakaz skrętu w lewo w Strażacką (tuż za przejazdem), ale nie ma zakazu skrętu w lewo z Chełmżyńskiej w Strażacką w kierunku przeciwnym (Marsa)
A jak to wygląda na żywo?
- w kierunku Marsa przed przejazdem ciężarówki albo blokują przejazd przez tory czekając na możliwość skrętu w lewo w Strażacką, albo wymuszają pierwszeństwo przejazdu, blokując na torach pojazdy jadące w kierunku Kawęczyna
- w kierunku Marsa za przejazdem skręcający z Chłopickiego w lewo w Chełmżyńską wymuszają pierwszeństwo przejazdu, blokując na torach pojazdy jadące w kiedunku Marsa
- w kierunku Kawęczyna za przejazdem zawsze znajdzie się jakaś ciota, która pomimo zakazu zapragnie skręcić w lewo w Strażacką, blokując na torach pojazdy jadące za nią
Gwoli przypomnienia, cały ten cyrk odbywa się na przejeździe kolejowym, na szlaku, na którym pociąg przejeżdża przeciętnie co 2-3 minuty. Dróżnik może opóźnić zamykanie zapór, żeby umożliwić zjechanie z przjazdu, ale to zjechanie musi być możliwe — czyli skrzyżowanie po drugiej stronie przejazdu nie może być zablokowane. Jak na moje oko to jest tu trochę za dużo wymagań do spełnienia jednocześnie, by można było mówić o bezpiecznym przejechaniu przez ten przejazd (i 2 skrzyżowania!).
Ogólnie najwięcej zamieszania w tym rejonie wprowadziło otwarcie przejazdu ulicą Strażacką w kierunku Targówka Przemysłowego, przedtem ruch na skrzyżowaniu Chełmżyńskiej i Strażackiej był mizerny i raczej dotyczył skręcania ze Strażackiej w Chełmżyńską. Teraz codziennie jest tam straszliwy sajgon, a sytuacja chyba ma szansę poprawić się dopiero wtedy, gdy dojdzie tam do jakiegoś tragicznego wypadku.
I co dalej? Gdzie jest Policja?
Takich miejsc w Warszawie (i w każdym innym mieście) na pewno jest o wiele, wiele więcej. Każde z nich jest potencjalnie niebezpieczne, ale nie tak niebezpieczne, jak to niebezpieczne są skrzyżowania, na których nalezy przecież zachować wzmożoną ostrożność. Te miejsca są śmiertelnie niebezpieczne i tym bardziej dziwi mnie nieobecność Policji w tych okolicach. W ten właśnie sposób Policja zamiast być elementem systemu poprawy bezpieczeństwa na drogach, staje się czynnikiem zwielokrotniającym niebezpieczeństwo.
Etykiety: bez paniki prawda socjalizm wozik życie w Wołominie


