Dawaj, Bartosz, dawaj! :)

Kolega Bartosz M. waha się, czy zająć się samodzielnym warzeniem piwa. Spoko, ja się wahałem przez ok. 5 lat (kto zechce to sprawdzi, kiedy założyłem sobie konto na forum browar.biz). Wreszcie zdecydowałem się i w ciągu półtora miesiąca wsiąkłem w to na całego. Teraz nie wyobrażam sobie, że mógłbym polegać na zaopatrzeniu okolicznych sklepów, nie wspominając o tym, że nie daję już rady pić koncerniaków, po prostu nie wchodzi mi typowy, mocno odfermentowany i niedoleżakowany lager. Lubię pilsy, lubię pszenice jasne i ciemne, lubię Alty i Kölsche, lubię jasne monachijskie i dortmundzkie eksportowe — świat jest pełen rodzajów piw (poprawnie nazywa się je stylami), aż żal marnować życie na tzw. international lager, nota bene styl, który oficjalnie nie istnieje...

Dawaj, Bartosz. Podążaj za pełnią smaku.

Piwowarstwo domowe - ale po co to wszystko?

Nie można to już iść do sklepu i kupić sobie piwa jak normalny człowiek? W sklepowej lodówce stoi Tyskie, Lech, Żywiec, jak kto indywidualista to jest Łomża, Perła czy nawet Okocim (także Pszeniczne), po co się babrać z zacieraniem, gotowaniem, robieniem starterów i dezynfekowaniem w kółko tych samych kurków, wężyków, rurek i pojemników? I co gorsza nie jest to wcale tańsze niż piwo ze sklepu?

Pewnie że można. Pracuję w okolicy supermarketu Alma, gdzie wybór piwa jest naprawdę spory — jak kto chce, to kupi nawet Kölscha (11zł za 0.5l, w dodatku przeterminowany o jakieś pół roku), Witbiera (6zł za 0.33l) czy inne wynalazki. Piw polskich jest mało, ale czasem coś się da wybrać na wieczór przy kufelku.

No to o co chodzi? Kto się lubi pocić przez 6 godzin przy gorącym 30-litrowym garze, lepić się od słodkiej brzeczki i potem trząść się jak kura nad jajkiem, czy na pewno wszystko było zdezynfekowane i nie wdała się jakaś infekcja?

Warzenie własnego piwa w domu daje ogromną satysfakcję, że robi się coś, co jest niezwykłe. Dziś w Polsce mało kto próbuje samemu zrobić własne piwo. Satysfakcję tę pogłębia fakt, że piwo z domowego browaru smakuje zupełnie inaczej, niż to kupione w sklepie, obojętne czy jest to piwo na Ż czy na Ło. Piwo po prostu smakuje i pachnie piwem — czuć w nim słód i chmiel dokładnie tak, jak piwowar chciał (albo wyszło mu niechcący). Jeżeli ktoś lubi piwa bardziej goryczkowe, to daje więcej chmielu goryczkowego na początku gotowania, jeśli bardziej aromatyczne, to więcej chmielu aromatycznego pod koniec gotowania. Ze słodem można zrobić to samo, odpowiednio zacierając można uzyskać piwo bardziej lub mniej treściwe, z większą lub mniejszą zawartością alkoholu. A oprócz tego są jeszcze dodatki, którymi można sobie zmienić smak, zapach i kolor piwa, a wszystko zależy od inwencji i sprawności piwowara — nawet to, czy piwo będzie mocno nagazowane czy słabo i jaka będzie na nim piana. Piwo jest produktem tak złożonym, że nawet przygotowując dwa razy piwo według tej samej receptury, prawdopodobnie nie uzyska się takiego samego efektu.

I mnie to porusza. I dlatego chcę to robić.

Chcę warzyć wspaniałe piwa, które dają ludziom przyjemność.

Znaczy, smakowało

Warka #1 Pszeniczne Generyczne jest już wspomnieniem, niestety. Całkiem dobre to piwo wyszło, nawet w porównaniu do #2, który chyba jest za gorzki (przynajmniej w tym przypomina Düsseldorf Alt, którym miał być...).

Kierunek - Kreta

Długi (wreszcie!) wyjazd wakacyjny tego roku urządzamy sobie pod koniec lipca na Kretę — do miejscowości Agia Marina, w okolicy Chanii. 2 tygodnie na plaży to jest to, czego potrzebuję.

Przy okazji rezerwowania tej wycieczki, a trwało to dłużej niż zwykle, mogłem sobie ocenić, czy opłaca nam się polować na tzw. last minute. Miejska legenda głosi, że w ten sposób można trafić za bezcen (a przynajmniej pół darmo) dobre oferty, które nie sprzedały się w normalnych terminach. Miałem możliwość popróbować szczęścia (bez rezerwowania wycieczki, just for fun).

Przede wszystkim, mitem jest jakoby oferty last minute, a nawet super-hiper last minute były za bezcen. Nie są nawet za pół darmo, ani nawet za pół ceny. Większość ofert była przeceniona o ok. 20%, przy czym im oferta tańsza, tym mniej — np. 25% to obniżka z ~4 tys. zł do ~3 tys. zł. Oferty z ceną wyjściową ~2,5 tys. zł były przeceniane do 2 tys. zł, czyli już tylko o 20%. I nie była to obniżka jednorazowa — na miesiąc przed terminem wyjazdu oferta stawała się last minute z ceną obniżoną o ok. 10%, a dopiero na tydzień przed wyjazdem cena dobijała do ostatecznej lub... imprezę odwoływano.

Nie twierdzę że nie ma — mnie się nie chciało aż tak polować, żeby upolować (bo i tak bym nie skorzystał).

Browar Clair de Lune warzy po cichu

Warka #1, Pszeniczne Generyczne dojrzała do konsumpcji i znika w tempie... zaskakująco dobrym. Jako piwowara cieszy mnie to niezmiernie, jako piwosza trochę mniej. ;)

Warka #2, Petszopian Jasny, spokojnie czeka na swoją kolej w butelkach w piwnicy. Ostatkiem sił powstrzymuję się przed sprawdzaniem, jak to się smak układa po tygodniu od rozlewu. Jeszcze tydzień i próbowanie będzie miało sens.

Warka #3, Petszopian z Sześciu Pól, zakończyła pierwszy etap fermentacji, teraz spokojnie czeka na sklarowanie się i za kilka dni trafi do butelek. Trochę mało mi wyszło, ale zrzucam to na karb braku doświadczenia (to moje pierwsze piwo z zacieraniem).

Warka #4, Petszopian z Grodu, czyli moje podejście do repliki słynnego Grodzisza, i warka #5, Petszopian Koloński, zostaną uwarzone chyba dopiero w sierpniu, po naszym powrocie z Grecji. Nie ma sensu teraz brać się za warzenie, bo mam do nich drożdże płynne, których nie da się długo przechowywać w postaci gęstwy. Na razie drożdże spokojnie leżą sobie w lodówce, a słody w paczce w ciemnym miejscu.

A z innych wieści — browar Clair de Lune dorobił się logo oraz projektu etykiety. Autorem jest Tomek Przymusiński, na forum browar.biz znany jako klaus1973. :)

Ja jestem zachwycony.

Ładowanie...