Poprzedni wpis (Znaczy, smakowało) | Następny wpis (Dawaj, Bartosz, dawaj! :))
Piwowarstwo domowe - ale po co to wszystko?
Nie można to już iść do sklepu i kupić sobie piwa jak normalny człowiek? W sklepowej lodówce stoi Tyskie, Lech, Żywiec, jak kto indywidualista to jest Łomża, Perła czy nawet Okocim (także Pszeniczne), po co się babrać z zacieraniem, gotowaniem, robieniem starterów i dezynfekowaniem w kółko tych samych kurków, wężyków, rurek i pojemników? I co gorsza nie jest to wcale tańsze niż piwo ze sklepu?
Pewnie że można. Pracuję w okolicy supermarketu Alma, gdzie wybór piwa jest naprawdę spory — jak kto chce, to kupi nawet Kölscha (11zł za 0.5l, w dodatku przeterminowany o jakieś pół roku), Witbiera (6zł za 0.33l) czy inne wynalazki. Piw polskich jest mało, ale czasem coś się da wybrać na wieczór przy kufelku.
No to o co chodzi? Kto się lubi pocić przez 6 godzin przy gorącym 30-litrowym garze, lepić się od słodkiej brzeczki i potem trząść się jak kura nad jajkiem, czy na pewno wszystko było zdezynfekowane i nie wdała się jakaś infekcja?
Warzenie własnego piwa w domu daje ogromną satysfakcję, że robi się coś, co jest niezwykłe. Dziś w Polsce mało kto próbuje samemu zrobić własne piwo. Satysfakcję tę pogłębia fakt, że piwo z domowego browaru smakuje zupełnie inaczej, niż to kupione w sklepie, obojętne czy jest to piwo na Ż czy na Ło. Piwo po prostu smakuje i pachnie piwem — czuć w nim słód i chmiel dokładnie tak, jak piwowar chciał (albo wyszło mu niechcący). Jeżeli ktoś lubi piwa bardziej goryczkowe, to daje więcej chmielu goryczkowego na początku gotowania, jeśli bardziej aromatyczne, to więcej chmielu aromatycznego pod koniec gotowania. Ze słodem można zrobić to samo, odpowiednio zacierając można uzyskać piwo bardziej lub mniej treściwe, z większą lub mniejszą zawartością alkoholu. A oprócz tego są jeszcze dodatki, którymi można sobie zmienić smak, zapach i kolor piwa, a wszystko zależy od inwencji i sprawności piwowara — nawet to, czy piwo będzie mocno nagazowane czy słabo i jaka będzie na nim piana. Piwo jest produktem tak złożonym, że nawet przygotowując dwa razy piwo według tej samej receptury, prawdopodobnie nie uzyska się takiego samego efektu.
I mnie to porusza. I dlatego chcę to robić.
Chcę warzyć wspaniałe piwa, które dają ludziom przyjemność.
Etykiety: bez paniki browar piwo życie w Wołominie
Komentarze (3)
#2 jarek skomentował(-a) 16 lipca 2010 o 21:43
Wpadnij do mnie - spróbujesz to się przekonasz czy warto. Obejrzysz moją kuchnię i ocenisz, czy w swojej się zmieścisz. ;)
#3 Dentharg skomentował(-a) 18 lipca 2010 o 16:52
Ach ach.. Ja swoje pszeniczne też już prawie spiłem. 11. warka!
Wlasne piwo to super sprawa. Nie dosc, ze trenuje cierpliwosc (to lezakowanie...) to potrafi pieknie wynagrodzic to czekanie. Lyk swojego piwa otworzonego po 4 miesiacach albo i pol roku - to jest to.
Ja sie mieszcze w malej kuchni i gar 15l - robie porcje na 2 razy. Ale niedlugo przesiadka na taboret gazowy i gar 30l.
I pewnie sam sobie zrobie chlodnice z rur miedzianych..



#1 Bartosz Małkowski skomentował(-a) 16 lipca 2010 o 17:19
No mnie też to kręci. Chciałbym wypić jakieś piwo inne niż "zwykłe sklepowe", które w większości smakują tak samo.
Niestety jakoś przeraża mnie skomplikowanie procesu i jego przestrzeniożerność. Mam ledwie małą i wąską kuchnię. I w sumie nie mam pewności, że te "własne piwa" będą mi smakowały ;)