Poprzedni wpis (Całe życie z wariatami) | Następny wpis (50 warek minęło)
Birofilia/KPD 2011, Żywiec
Spokojnie, nie było mnie tam... Oczywiście żałuję, ale nie można mieć wszystkiego (to raz) oraz są rzeczy ważne i ważniejsze (to dwa).
Nie wystawiałem do konkursu żadnego mojego piwa, co już nie jest takie łatwe do przełknięcia, bo przecież kilka zrobiłem właśnie pod kątem KPD. Kategorii było 6, przygotowałem piwa w 4 z nich:
- lager wiedeński (Donauinsel), z tym piwem wiązałem naprawdę wielkie nadzieje (rozbudzane dodatkowo przez entuzjastyczne opinie paru osób, z których zdaniem się liczę), tym większe było moje rozczarowanie, gdy na kilkanaście dni przed planowaną wysyłką do Żywca okazało się, że piwo jest bardzo mocno przegazowane — najwyraźniej nie dofermentowało i drożdże dokończyły robotę w butelkach; wniosek na przyszłość: zacierać bardziej na słodko i dać piwu spokojnie fermentować, 4 tygodnie to za mało dla lagera;
- bohemskie ciemne (Czeski Film), od razu było wiadomo, że się nie udało — wyszło zbyt wytrawne, zbyt mocno palone, gorzkie i kwaśne od słodu palonego, zupełnie bez ciała, odpadło w eliminacjach, powoli jest dopijane, ale czas nie działa na jego korzyść (powiedziałbym, że w ogóle czas na nie nie działa...);
- szkockie 70/- (Camry 40), wyszło zbyt wytrawne i wodniste, odpadło w eliminacjach i zostało wypite, nie powiem, ze smakiem, może zbyt szybko, bo ostatnie butelki naprawdę smakowały wyśmienicie;
- kolońskie (Kolońskie v2.1), za późno się za nie wziąłem, bo po odpadnięciu 2 z 3 przygotowanych piw nie miałem ochoty robić piwa konkursowego, tymczasem jest tydzień po konkursie a piwo dopiero dochodzi do swojej szczytowej formy, szkoda było wysyłać piwo na pewną porażkę.
Podobnie jak w ubiegłym roku po Birofiliach, tak i teraz postanawiam zmienić to w nadchodzącym sezonie. Po drodze jeszcze jesienią będzie konkurs w Katowicach, na który może wyślę ostatnio robionego dubbla, o ile oczywiście będę z tego piwa wystarczająco zadowolony. Bo już wiem, że mój smak mnie nie oszukuje i jeżeli ja sam mam uwagi do mojego piwa, to sędziowie będą mieli je tym bardziej. Mam więcej czasu na ćwiczenia, więcej czasu na poprawienie warsztatu — i drugą szansę, szczególnie gdy chodzi o lagery, których nie mogę uznać za udane...
Etykiety: browar piwo życie w Wołominie


