Poprzedni wpis (Birofilia/KPD 2011, Żywiec) | Następny wpis (BJCP is a lie)

50 warek minęło

Trochę już czasu minęło od 50-tej warki, ale dopiero teraz mam chwilę czasu, by sobie zafundować nieco pogłębioną refleksję.

Z tych 50-ciu, 10 po prostu uwarzyłem, z gotowego zestawu. Ktoś wykorzystał swoją wiedzę i doświadczenie, żeby moje piwo wyszło smaczne. Zestawy w dodatku były ześrutowane, więc nie miałem za bardzo okazji żeby się zmęczyć.

Następne 10 warek to było błądzenie po omacku. Nawet nie wiem jak miało smakować to piwo, bo chmielenie było na oko i na łut szczęścia. Dopiero od 20-tej warki zacząłem zastanawiać się, co ja właściwie chcę osiągnąć. Nie ukrywam, że lepiej lub gorzej udawało mi się to przez kolejnych 20 warek. Piwa jednk w większości wychodziły udane.

A potem nastąpił kryzys. Ostatnie 10 warek to była porażka. Byś może dlatego, że bardzo chciałem uwarzyć piwa, których tak naprawdę nie byłem pewien czy lubię — brown porter i india pale ale. Uwarzyłem je i przekonałem się, że to jednak nie to, że nie smakują mi. Mam teraz w piwnicy 4 skrzynki niechcianego piwa, które wcale mi nie smakuje. Nie jest nieudane, więc nie widzę powodu żeby je wylać, ale pić bez przyjemności? Trochę rozdam, trochę wypiję, ale co zrobię z resztą — tego niestety nie wiem.

Dlatego postanowiłem sobie, że uwarzę jeszcze tylko jedno ale (będzie to drugie podejście do altbiera, tym razem mniej nachmielonego), a potem przyłożę się do 6-7 lagerów. Do kegów zrobię 2 lekkie (po ok. 10-11% ekstraktu) i 1 normalne, pewnie 12.5-13%. Do butelek 2 pilznery, jakieś marcowe lub wiedeńskie, ciemne monachijskie i na zakończenie koźlaka.

A wiosną znów przyjdzie czas na piwo górnej fermentacji.

Ładowanie...