Poprzedni wpis (50 warek minęło) | Następny wpis (Oryginał i jego klon)
BJCP is a lie
Może nie samo BJCP (w sensie całego Beer Judge Certification Programme), tylko ich opis stylów piwa. Jest to opis rzeczywistości, która tak naprawdę nie istnieje. Tym to gorsze, że w szerokim świecie dość powszechnie używany (na BJCP wypięli się Holendrzy, ale kto ich traktuje poważnie, hodowców tulipanów z depresji...).
(© Jarek Zgoda)
Im bardziej zagłębiam się w lekturę blogu Rona Pattinsona, tym bardziej przekonuję się, że opis stylów wg BJCP nie odzwierciedla żadnej konkretnej rzeczywistości, ani współczesnej, ani historycznej. Nie ujmując niczego ogromowi pracy włożonemu w klasyfikację i taksonomikę, te opisy są wyrazem myślenia życzeniowego kilku-kilkunastu amerykańskich miłośników piwa — oni chcieliby, żeby świat tak prosto się przedstawiał. O ile niektóre ze styli mogą odzwierciedlać to, jak naprawdę rzeczy się mają (np. amerykańskie ale), o tyle tradycja piwowarska Europy jest tam potraktowana po łebkach, przy jednoczesnym strasznym uproszczeniu, mało tego, często przy całkowitym pominięciu ogromnych jej fragmentów.
Pominięte zostały całkowicie szkockie stouty i portery, które są równie popularne jak angielskie. Podobnie jak stouty środkowoangielskie, stouty podwójne, szkockie pale i strong ale. Pominięte zostały piwa tradycyjne Skandynawii (jak sahti) i krajów południowo-wschodniego wybrzeża Bałtyku (czy wiedzieliście, że na Litwie często dodaje się do zasypu groch?!). Wszystkie te piwa są produkowane i mają przykłady komercyjne, co często jest podnoszone jako warunek sine qua non dla znalezienia się piwa w klasyfikacji. Nie wspomnę również o tym, że w latach 80-tych, gdy powstawała poprzednia wersja klasyfikacji, w Polsce produkowano jeszcze piwo Grodziskie, a gdy powstawała obecna wersja klasyfikacji, to w Niemczech znów produkowano Gose, oba style o bardzo długiej i ugruntowanej historii, sięgającej setek lat. Czeską tradycję piwną reprezentuje tylko pilzner w wersji środkowej, natomiast pominięte są całkiem piwa ciemne oraz special i najpopularniejsze w Czechach vycepne. Ciemne niemieckie piwa reprezentuje jedynie monachijski dunkel, natomiast nie ma najpopularniejszego ciemnego eksportowego, ponownie również przemilczano schankbier, czyli piwo wyszynkowe o zawartości ekstraktu do 10%. A holenderski koźlak, bardziej zbliżony do ciemnych piw belgijskich niż niemieckich bocków? A belgijskie brune? Podobne przykłady możnaby długo mnożyć.
Jaka z tego pointa? Klasyfikacja BJCP jest dla sędziów, nie dla piwowarów. I to dla szczególnego przypadku sędziów — tych, którzy nie znają dobrze piwa, które mają oceniać. Jury z naszego konkursu w Grodzisku do nich nie należy (dla przypomnienia, są to byli pracownicy browaru w Grodzisku Wielkopolskim). Co z kolei prowadzi do niewesołej konstatacji na temat zjawiska sędziowania w kategorii, o której ma się jedynie mgliste pojęcie. W Polsce określa się to jako mądrzenie się ślepego o kolorach, a zjawisko warzenia piwa pod opis słowno-muzyczny i następnie podobne ocenianie można określić jako prowadził ślepy kulawego. Kontrowersyjne, lecz nie jestem pierwszym, który taki problem podnosi.
Zajęło mi rok z okładem dojście do wniosku, że świat piwa jest o wiele rozleglejszy, niż przedstawiają to szacowni sędziowie piwnych konkursów z US of A. A wartością piwa nie jest jego zgodność z opisem słowno-muzycznym, tylko smak, aromat i radość jaką przynosi temu, kto je pije.
Na zdrowie!
Etykiety: browar piwo życie w Wołominie


