Dwa konkursy, dwie porażki

W pierwszych dniach kwietnia odbyły się 2 konkursy, w których wystawiłem moje piwa, marcowe w II Konkursie o Puchar piwo.org i pilsa w I Śląskim Konkursie Piw Domowych. No i niestety obydwa wypadły bardzo marnie, w tym pils zdecydowanie poniżej wszelkich oczekiwań. Aby nie być gołosłownym przytaczam opinie z metryczek, jakie piwom wystawiły składy sędziowskie.

Najpierw podczas zlotu odbył się konkurs w Wiśle, wystawiłem do niego mojego Harmagiedona.

Piwo poprawne w wyglądzie. W zapachu jednak wyczuwalny H2S (zapach zgniłych jajek). Kwaśność podwyższona a od wewnątrz obecny zapach chmielowy i rozpuszczalnikowy. Finisz dość długi o lekko kwaśnym i goryczkowym charakterze. Pełnia niższa od średniej, piwo lekko przesycone CO2 i ściągające. Ogólnie nie ma dobrego balansu smaków.

I w ten sam weekend odbył się konkurs w Katowicach, w którym startowało moje Łodygowe.

Piwo to otrzymało od Jury uwagi: niepozostające nuty w aromacie, zaokrąglona, anemiczna goryczka w tle; zapach slaby, lekko słodowy, goryczka słaba na finiszu, bez wad; orzeźwiające, ale czegoś mu brakuje, drożdże w zapachu.

Ogólnie dzięki tym uwagom wiem, co powinienem poprawić zarówno w kompozycji jak i w procesie, więc przynajmniej jest z czego wyciągać wnioski, ale fakt sklasyfikowania obu piw pod koniec stawki jest trochę przygnębiający. I nawet nie pociesza mnie to, że nie były ostatnie.

Analizując te wyniki postanowiłem wycofać się z uczestnictwa w Slovak Homebrewing Star (miałem w nim wystawić m.in. Łodygowe) i poddać surowej weryfikacji piwa, które chciałem zgłosić do KPD w Żywcu.

Wnioski, wnioski - lagery sezonu 2010/11

Konsumpcja produktów sezonu lagerowego 2010/11 w trakcie, więc mogę już pokusić się o jakieś wnioski. Większość piwa niestety jeszcze nie dojrzała, więc wnioski pewne tak na 70%. Są pocieszające, ale bynajmniej nie radosne.

Marcowe

Zrobiłem jedno marcowe, Harmagiedona. To był pierwszy mój lager na zimno. W stosunku do pierwszego wcielenia zmniejszyłbym ilość słodu melanoidynowego (100g zamiast 200g) i uprościł skład słodów podstawowych, np. 2kg pilzneńskiego i 2kg monachijskiego (lub wiedeńskiego). Jest również za dużo chmielu na smak, wystarczyłoby 10g (zamiast 30g). Ale ogólnie poza tym wyszło świetnie, jak sądzę dzięki drożdżom.

Pils Niemiecki

Były dwa, jeden już jest degustowany, choć oczywiście jeszcze jest zbyt młody, a drugi niestety w kegu 100km od domu, więc do maja pozostanie wielką niewiadomą. Co do Łodygowego, to znowu za dużo chmielu na smak, 10g spokojnie by wystarczyło (było 20g), a nie jestem pewien czy w ogóle z niego nie zrezygnować — Tettnanger dał taki ostry, pikantny smak, który niezbyt mi odpowiada, ale może to się z wiekiem trochę ułoży. Kolor dobry, jedyne do czego mam zastrzeżenia to piana, praktycznie jej nie ma. Niestety, 60' przetrzymywania w temperaturze przerwy dekstrynowej nie dało spodziewanego efektu. Trzeba będzie w przyszłości przeprosić się z carapilsem.

Wiedeńskie

Praktycznie ideał. No, ewentualnie mogłoby być jaśniejsze, więc może tylko zamienię 1.5kg monachijskiego ciemnego na 1kg jasnego, reszta to słód wiedeński. Goryczka wzorowa, więc tu niczego nie trzeba zmieniać. Doskonałe damskie piwo, pomimo dość wysokiej zawartości alkoholu (5.8% obj.).

Tmave

W ogóle nie przypomina oryginalnego Tmavego — jest raczej wytrawne, lekko karmelowe i mocno palone. Smaczne, ale to nie jest Tmave, już raczej Schwarzbier. W przyszłości dam mniej słodu palonego, pewnie również jaśniejszy (czekoladowy). Liczę bardzo na to, że ta paloność trochę zejdzie z pierwszego planu w miarę jak piwo będzie dojrzewać.

Koźlak

Pozostał koźlak, który na razie jest wielką niewiadomą i pozostanie nią przez najbliższe 3 miesiące. Ale do przyszłego sezonu zdążę go zdegustować i wyciągnę wnioski. Na razie wiem tyle, że nie ma sensu celować w dolną granicę ekstraktu dla stylu. No i nie ma co żałować słodów karmelowych.

Inne wnioski

Co do drożdży — nie jestem zadowolony z Bohemian Lager, trochę zbyt głęboko odfermentowują i dają zbyt czysty smak. Dużo wybaczają w czasie fermentacji, ale są wymagające na innych etapach, trudno o dobry balans słodu i chmielu. Na następny sezon wybiorę jednak Czech Pils, które podobno mocniej akcentują słód. No i obowiązkowo Munich Lager, te stały się moimi ulubionymi, wspaniale akcentują słodowość, na której bardzo mi zależy w lagerach. Jednak postawię na drożdże płynne, bo asortyment suchych nie zaspokaja moich potrzeb.

Co do asortymentu (i woluminu) piwa, to zakładam że będzie podobny jak w tym sezonie:

  • 2 jasne, może tym razem jakieś monachijskie albo dortmunder?,
  • 2 półciemne, obowiązkowo marcowe i wiedeńskie, zamówienie mojej żony ma absolutny priorytet,
  • ciemne (bohemskie?, monachijskie?, jakieś zwykłe?),
  • koźlak tradycyjny na zakończenie sezonu, żeby było co degustować na zakończenie lata.

W ten sposób zaspokajam zarówno potrzeby damskiej części klienteli browaru, jak i moje upodobania. No i przy okazji pewnie jakiś konkurs też się obskoczy, choć z tegorocznego pokłosia wystawię piwa do 4 konkursów (piwo.org, śląski, żywiecki i Slovak Homebrewing Star).

Idzie nowe

browar Clair de Lune

W związku z tym, że spora część wpisów od jakiegoś czasu to opisy mojego piwa, postanowiłem coś z tym wreszcie zrobić. Będzie je lepiej widać w serwisie, łatwiej je będzie znaleźć, będą miały historię i da się (choć trochę) prześledzić, co się z piwem dzieje. W przyszłości szczęśliwcy, którzy mogli zakosztować mojego piwa może nawet będą mogli je ocenić! Nie, zaraz, trochę się zagalopowałem, wcale tego nie mam jeszcze w planach... Ale idea nie jest taka zła, możnaby nad tym pomyśleć. Na początek jednak wystarczy, że receptury i zapiski dotyczące piwa zostaną wydzielone z głównego nurtu.

Świat się kończy. ;)

Na szczęście prace jeszcze trwają i potrwają... jakiś czas. Degustacja nastąpi jak będzie gotowe i ani chwili wcześniej.

Nieoczekiwany zwrot akcji

Wczoraj rozlewałem do butelek moje marcowe — pierwszego mojego lagera. Spróbowałem co też to piwo sobą reprezentuje i ta wczesna degustacja zupełnie odmieniła moje podejście do piw dolnej fermentacji.

Po zatarciu trzech dolniaków (właśnie marcowe, pils i wiedeńskie) straciłem motywację do robienia takich piw. Ponad miesiąc fermentacji i klarowania, potem perspektywa kilku miesięcy leżakowania — to wszystko okazało się wielką próbą dla mojej cierpliwości. Naprawdę, czas około pół roku od zatarcia do wypicia powoduje przerwanie dziejowej łączności piwowara z jego dziełem. Byłem gotów zakończyć przygodę po następnym takim piwie (będzie to Bohemskie Ciemne, czyli Tmave).

Aż tu wczoraj spróbowałem mojego młodego marcowego. Piwo o niepoukładanym smaku, niesharmonizowanym aromacie, zupełnie bez gazu — a jednak powaliło mnie na kolana. Czuć w nim ogromny potencjał i już teraz mogę powiedzieć, że to jest właśnie to, takie piwo od dawna chciałem zrobić i wreszcie je mam, teraz wystarczy tylko poczekać cierpliwie 3-4 miesiące, a te ~40 butelek to będzie o co najmniej 40 za mało. Już teraz czuć, że to piwo, pomimo bardzo głębokiego odfermentowania, smakiem będzie mieszać w głowie. I już chcę zrobić kolejne takie!

Dlatego nastąpiła mała zmiana planów, po Tmavym zrobię jeszcze jedno marcowe. Niestety, natura jest nieubłagana i do końca lutego będę musiał zakończyć zabawę z lagerami, stąd konieczne ograniczenie planów — zrobię jeszcze tylko cztery takie piwa:

  • 15 stycznia bohemskie ciemne;
  • 22 stycznia pils, także w stylu niemieckim;
  • 5 lutego marcowe, tym razem jaśniejsze, mniej wytrawne, mniej karmelowe, mocniej nachmielone;
  • i 19 lutego na zakończenie coś, jeszcze się nie zdecydowałem co konkretnie (pils czeski?, desitka?, monachijskie ciemne?).

I tak się niestety zakończy sezon na piwa dolnej fermentacji w browarze Clair de Lune, po 3 miesiącach i 7 piwach, raptem 2.4hL. Na przyszły rok pomyślę o jakiejś chłodziarce, żeby chociaż móc go spokojnie wydłużyć na listopad i marzec.

A od marca przyjdzie znowu czas na hybrydy, piwa górnej fermentacji i wreszcie znowu pszenice. :)

Błędy, których już nie popełnię (jak babcię w trybcie!)

Niektóre z nich popełniłem wielokrotnie, ale już wiem, że ich nie popełnię.

  • nie dodam słodu pszenicznego do jasnego lagera (nie pasuje mi ten kwaskowaty smak)
  • nie dodam więcej niż 0.1kg słodu melanoidynowego (dziwny ziemisty smak)
  • nie zadam drożdży dolnej fermentacji w temperaturze wyższej niż 15ºC (temperatura jest potem nie do opanowania przez długi czas)
  • nie dam więcej niż 50g chmielu na 20l do zwykłego piwa
  • nie będę trzymał brzeczki z chmielinami przez całą noc
  • nie będę warzył w niedzielę ani w dzień poprzedzający pójście do pracy
  • nie będę udawał, że wiem lepiej ile mam wziąć wody do zacierania i wysładzania

To by było na tyle, jeżeli chodzi o moje piwowarskie doświadczenia na dzień dzisiejszy. Wkrótce pewnie kolejne rewelacje. ;)

Mazowieckie zakończenie sezonu piwowarskiego

Spokojnie, sezon dopiero się zaczyna... Perspektywicznie rozglądam się za środowiskową imprezą integracyjną na wiosnę. ;)

Byliśmy niedawno całą rodziną na zakończeniu sezonu nurkowego na Mazurach (moja żona jest dyplomowanym płetwonurkiem). Było bardzo miło, nawet biorąc pod uwagę to, że wszyscy oprócz 2 osób byli tam nurkami — a te 2 osoby to nasza córka i ja. Siedząc w bujanym fotelu na patio i popijając piwko pomyślałem sobie, że fajnie byłoby mieć podobne środowiskowe spotkanie piwowarów, które mogłoby być symbolicznym rozliczeniem z sezonem. Na niedużą skalę Mazowsza, najchętniej w okolicy jednego z dwóch zacnych mazowieckich browarów (Ciechanów i Konstancin), ale w podobnej oprawie, jak to spotkanie nurków. My nie potrzebujemy specjalnego krajobrazu ani warunków, więc nie trzeba by było jechać aż 200km od Warszawy.

Wymyśliłem sobie, że takie spotkanie mogłoby trwać od piątku wieczorem do niedzieli po południu. W sobotę rano zwiedzilibyśmy browar, po południu uwarzylibyśmy razem jakieś piwo na pożegnanie sezonu, wieczorem na ruszcie mógłby poskwierczeć sobie jakiś prosiaczek, a do popijania np. koźlak majowy. Do tego świeże powietrze, rozkwitająca wiosna i ładny krajobraz mazowieckiej wsi.

Już mi się ten pomysł podoba. :)

Remont w warzelni

W związku z remontem w warzelni (kuchnia) i myjni (łazienka) browar Clair de Lune chwilowo zawiesił działalność. Na ile — dokładnie nie wiadomo, ale nie krócej niż na tydzień. I to akurat w tym momencie, kiedy najbardziej potrzebuję obcowania z piwem. Niestety, przez cały tydzień niczego nie zrobię wokół piwa, może poza opróżnianiem butelek na następne...

A w kolejce czeka kolejne moje podejście do Kölscha (tym razem bardziej eksperymentalne) no i lagery, lagery, lagery... Choć wciąż temperatura w piwnicy wciąż daje nadzieję na jakieś przyjemne hybrydy — chłodne ale i ciepłe lagery. Tym razem do zwyczajowego braku czasu na warzenie doszedł brak miejsca na warzenie.

Zakończenie remontu w browarze górnym (mieszkanie) nie będzie oznaczało końca zamieszania — potem czeka mnie jeszcze modernizacja browaru dolnego czyli leżakowni (piwnica), m.in. wymiana starych mebli na nowocześniejsze regały magazynowe. A wszystko po to, żeby móc produkować więcej i wygodniej. :)

State report

Browar w stanie na dzisiaj:

  • temperatura w piwnicy: 15ºC
  • fermentacja cicha: Gryczane v1.0
  • fermentacja burzliwa: Tragiczna Pomyłka
  • fermentacja bardzo burzliwa: Jasne Niepełne v1.0
  • magazyn piwa: 8 skrzynek (zdatne do picia pszenice jasna i ciemna, leżakujący Kalifornische Morgen, zakażone Kölsch i quasi-Alt)

W rotacji są drożdże WY2112 California Lager™ i WY1007 German Ale™, w lodówce na swoją kolej czekają WY2124 Bohemian Lager™ i WY2308 Munich Lager™. Kończy się chmiel, ale wkrótce ma być dostawa dużej ilości Iungi, Perle i Hallertauer Tradition. Ze słodów kończy się monachijski, a że bardzo go lubię to chyba trzeba będzie trochę zamówić, trzeba za to pozużywać karmelowe i pszeniczny.

Hamuj! Hamuj!

Trzeba trochę zwolnić z warzeniem piwa. Masę tego nawarzyłem we wrześniu, dlatego teraz dużo mam z nim roboty, praktycznie codziennie jest coś do zrobienia, a to coś przelać, a to coś rozlać do butelek, czy chociaż zająć się butelkami.

W październiku jest 5 weekendów, ale postanowiłem odpuścić sobie warzenie w jeden z nich. Mam przez cały czas odczucie, że coś mnie omija gdy nie warzę, ale to tylko odczucie — nie może mnie przecież ominąć coś, czego nie ma. W sumie jak nie jakieś ale, to lager, lecz zawsze coś się tam nastawi i odfermentuje. I też będzie dobre. Może trochę mniej, ale za to smaczniej. Szczęśliwie w zimę nie ma aż takiego ciągu do piwa.

Człowieku, nie zachowuj się jak narkoman. Co, ja? Przecież w każdej chwili mogę nie warzyć, mogę warzyć, mogę nie warzyć, a warzę dlatego że chcę. Na pewno nie jestem uzależniony, mogę przestać w każdej chwili. Historia nie zna przypadku uzależnienia od warzenia piwa.

Jest jeszcze parę innych rzeczy, którymi dobrze byłoby, gdybym się zajął (w czasie gdy nie zajmuję się robieniem piwa): jakiś projekt do wydłubania, żeby nie wyjść z wprawy, na ten przykład.

Uch, co za BS. Dobrze że w piątek coś uwarzę, bo bym uświrknął.

Co w browarze Clair de Lune?

Kończy się wrzesień, czas zaktualizować sytuację w browarze. Choć do tragedii daleko, to jednak wesoło nie jest, bo całą jedną warkę znowu musiałem wylać do kanalizacji z powodu zakażenia. Dwie kolejne czekają w piwnicy na swój los i albo da się je wypić, albo również i one skończą w klozecie.

  • Alt którego miałem uwarzyć do końca września i który okazał się kolejnym quasi-Altem właśnie sobie dofermentowuje na cichej i wkrótce zostanie zabutelkowany, niestety ma duże szanse dołączyć do mojej kolekcji piw zainfekowanych, dobre wieści za to są takie, że mam już wszystko co potrzeba do zrobienia klasycznego Alta (do takiego mniej klasycznego mam już od dawna);
  • druga jasna pszenica kończy fermentację i również za kilka dni trafi do butelek, a do kompletu pszenic wkrótce powstanie jeszcze jedna ciemna;
  • w piwnicy nadal jest za ciepło, żeby warzyć normalne lagery, jako tymczasowe rozwiązanie używam hybrydowych drożdży WY2112 California Lager, które jednakowoż w pełni lagerowe nie są;
  • moje pierwsze gryczane już sobie fermentuje, w planach mam jeszcze jedno, ale na innych drożdżach i z płatkami gryczanymi zamiast kaszy (żeby odpuścić sobie kleikowanie);
  • najważniejsze w działalności browaru jest to, że przeszedłem całkowicie na samodzielne komponowanie zasypów, sam też śrutuję słód i dobieram chmielenie.

A co dalej?

W związku z tym, że teraz aby zrobić piwo potrzebuję jedynie zejść z kubełkiem i wagą do piwnicy, to moje plany nie są już tak dalekosiężne, a to jakie piwo uwarzę jest raczej wynikiem chwilowego kaprysu w funkcji posiadanych surowców, niż skrupulatnego planowania. Będzie jeszcze kilka (mniej lub bardziej prawdziwych) Altów, na pewno jeszcze jedno gryczane, parę pszenic, może wreszcie przyłożę się do jakiejś wariacji na temat Kölscha — wszystko to w oczekiwaniu na spadek temperatury do rozsądnych 9-10ºC, żeby móc rzucić się w wir produkcji lagerów, pod tym względem moje plany się nie zmieniły.

Pamiętajcie, drodzy przyjaciele — "jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to jest to infekcja". I "nikt się nie spodziewa hiszpańskiej infekcji!".

Ładowanie...