(© Jarek Zgoda)
Nie wiem czy jest to znany fakt czy nie, ale mój porter, który zajął I miejsce w I MKPD w kategorii Brown Porter był planowany jako klon piwa Fuller's London Porter. Piłem je wiele lat temu i zachciało mi się go znowu, a że nigdzie w okolicy nie było dostępne, to poszukałem receptury na klona, jak się określa próbę kopiowania piwa komercyjnego przez piwowara domowego. Klon mi nie wyszedł, ale że piwo było dobre, to wysłałem je na konkurs i wygrało.
(© Jarek Zgoda)
Ale wreszcie przyszedł czas prawdy. Kupiłem oryginał i odpaliłem degustację równoległą. Tak jak się spodziewałem, spudłowałem z tym porterem...
(© Jarek Zgoda)
Oba piwa miały taką samą temperaturę (chyba ciut za niską początkowo), oba nalane do przelanych zimną wodą szklanek.
Oryginał ma 13.3% ekstraktu, 5.5% alkoholu, moje 12.8% ekstraktu i 5.2% alkoholu. Blisko.
Piana: u mnie lepsza, większa i trwalsza, ale nie znacząco, po 15 minutach na obu była taka sama smętna wyspa na środku i obrączka wokół szkła.
Kolor: oryginał ciemniejszy, choć przy tym kolorze różnice są raczej mało znaczące, a widać je tylko pod światło.
Zapach: oryginał bardziej czekoladowy, moje bardziej kawowe, oryginał przejawia lekki dwuacetyl, ale ogólnie jest znacznie łagodniejszy w zapachu, bardziej gładki.
Smak: o, tu już różnica dużo większa, oryginał ma pełniejszy i jednocześnie łagodnieszy smak, ani paloność ani goryczka nie są aż tak wyeksponowane, jak u mnie.
Podsumowując, niezłe podejście, ale cel nie został osiągnięty. Za mało ciała i za wysoka paloność. Podejrzewam, że lepiej by to piwo wypadło względem oryginału, gdybym dał trochę jasnego słodu czekoladowego (pale chocolate) zamiast pszenicznego czekoladowego. Ale pewien nie jestem, bo piwo z 3-go miejsca było właśnie z dodatkiem słodu pale chocolate... Może więcej słodu karmelowego? Albo zacierać bardziej na słodko? Trzeba będzie takie rzeczy sprawdzić. Smakował mi również porter czekoladowy z Meantime, więc trzeba pokombinować w kierunku tej czekolady.
Wkrótce następny porter — jak tylko pojawią się produkty w Piwodzieju... ;)
Może nie samo BJCP (w sensie całego Beer Judge Certification Programme), tylko ich opis stylów piwa. Jest to opis rzeczywistości, która tak naprawdę nie istnieje. Tym to gorsze, że w szerokim świecie dość powszechnie używany (na BJCP wypięli się Holendrzy, ale kto ich traktuje poważnie, hodowców tulipanów z depresji...).
(© Jarek Zgoda)
Im bardziej zagłębiam się w lekturę blogu Rona Pattinsona, tym bardziej przekonuję się, że opis stylów wg BJCP nie odzwierciedla żadnej konkretnej rzeczywistości, ani współczesnej, ani historycznej. Nie ujmując niczego ogromowi pracy włożonemu w klasyfikację i taksonomikę, te opisy są wyrazem myślenia życzeniowego kilku-kilkunastu amerykańskich miłośników piwa — oni chcieliby, żeby świat tak prosto się przedstawiał. O ile niektóre ze styli mogą odzwierciedlać to, jak naprawdę rzeczy się mają (np. amerykańskie ale), o tyle tradycja piwowarska Europy jest tam potraktowana po łebkach, przy jednoczesnym strasznym uproszczeniu, mało tego, często przy całkowitym pominięciu ogromnych jej fragmentów.
Pominięte zostały całkowicie szkockie stouty i portery, które są równie popularne jak angielskie. Podobnie jak stouty środkowoangielskie, stouty podwójne, szkockie pale i strong ale. Pominięte zostały piwa tradycyjne Skandynawii (jak sahti) i krajów południowo-wschodniego wybrzeża Bałtyku (czy wiedzieliście, że na Litwie często dodaje się do zasypu groch?!). Wszystkie te piwa są produkowane i mają przykłady komercyjne, co często jest podnoszone jako warunek sine qua non dla znalezienia się piwa w klasyfikacji. Nie wspomnę również o tym, że w latach 80-tych, gdy powstawała poprzednia wersja klasyfikacji, w Polsce produkowano jeszcze piwo Grodziskie, a gdy powstawała obecna wersja klasyfikacji, to w Niemczech znów produkowano Gose, oba style o bardzo długiej i ugruntowanej historii, sięgającej setek lat. Czeską tradycję piwną reprezentuje tylko pilzner w wersji środkowej, natomiast pominięte są całkiem piwa ciemne oraz special i najpopularniejsze w Czechach vycepne. Ciemne niemieckie piwa reprezentuje jedynie monachijski dunkel, natomiast nie ma najpopularniejszego ciemnego eksportowego, ponownie również przemilczano schankbier, czyli piwo wyszynkowe o zawartości ekstraktu do 10%. A holenderski koźlak, bardziej zbliżony do ciemnych piw belgijskich niż niemieckich bocków? A belgijskie brune? Podobne przykłady możnaby długo mnożyć.
Jaka z tego pointa? Klasyfikacja BJCP jest dla sędziów, nie dla piwowarów. I to dla szczególnego przypadku sędziów — tych, którzy nie znają dobrze piwa, które mają oceniać. Jury z naszego konkursu w Grodzisku do nich nie należy (dla przypomnienia, są to byli pracownicy browaru w Grodzisku Wielkopolskim). Co z kolei prowadzi do niewesołej konstatacji na temat zjawiska sędziowania w kategorii, o której ma się jedynie mgliste pojęcie. W Polsce określa się to jako mądrzenie się ślepego o kolorach, a zjawisko warzenia piwa pod opis słowno-muzyczny i następnie podobne ocenianie można określić jako prowadził ślepy kulawego. Kontrowersyjne, lecz nie jestem pierwszym, który taki problem podnosi.
Zajęło mi rok z okładem dojście do wniosku, że świat piwa jest o wiele rozleglejszy, niż przedstawiają to szacowni sędziowie piwnych konkursów z US of A. A wartością piwa nie jest jego zgodność z opisem słowno-muzycznym, tylko smak, aromat i radość jaką przynosi temu, kto je pije.
Na zdrowie!
Trochę już czasu minęło od 50-tej warki, ale dopiero teraz mam chwilę czasu, by sobie zafundować nieco pogłębioną refleksję.
Z tych 50-ciu, 10 po prostu uwarzyłem, z gotowego zestawu. Ktoś wykorzystał swoją wiedzę i doświadczenie, żeby moje piwo wyszło smaczne. Zestawy w dodatku były ześrutowane, więc nie miałem za bardzo okazji żeby się zmęczyć.
Następne 10 warek to było błądzenie po omacku. Nawet nie wiem jak miało smakować to piwo, bo chmielenie było na oko i na łut szczęścia. Dopiero od 20-tej warki zacząłem zastanawiać się, co ja właściwie chcę osiągnąć. Nie ukrywam, że lepiej lub gorzej udawało mi się to przez kolejnych 20 warek. Piwa jednk w większości wychodziły udane.
A potem nastąpił kryzys. Ostatnie 10 warek to była porażka. Byś może dlatego, że bardzo chciałem uwarzyć piwa, których tak naprawdę nie byłem pewien czy lubię — brown porter i india pale ale. Uwarzyłem je i przekonałem się, że to jednak nie to, że nie smakują mi. Mam teraz w piwnicy 4 skrzynki niechcianego piwa, które wcale mi nie smakuje. Nie jest nieudane, więc nie widzę powodu żeby je wylać, ale pić bez przyjemności? Trochę rozdam, trochę wypiję, ale co zrobię z resztą — tego niestety nie wiem.
Dlatego postanowiłem sobie, że uwarzę jeszcze tylko jedno ale (będzie to drugie podejście do altbiera, tym razem mniej nachmielonego), a potem przyłożę się do 6-7 lagerów. Do kegów zrobię 2 lekkie (po ok. 10-11% ekstraktu) i 1 normalne, pewnie 12.5-13%. Do butelek 2 pilznery, jakieś marcowe lub wiedeńskie, ciemne monachijskie i na zakończenie koźlaka.
A wiosną znów przyjdzie czas na piwo górnej fermentacji.
Spokojnie, nie było mnie tam... Oczywiście żałuję, ale nie można mieć wszystkiego (to raz) oraz są rzeczy ważne i ważniejsze (to dwa).
Nie wystawiałem do konkursu żadnego mojego piwa, co już nie jest takie łatwe do przełknięcia, bo przecież kilka zrobiłem właśnie pod kątem KPD. Kategorii było 6, przygotowałem piwa w 4 z nich:
-
lager wiedeński (Donauinsel), z tym piwem wiązałem naprawdę wielkie nadzieje (rozbudzane dodatkowo przez entuzjastyczne opinie paru osób, z których zdaniem się liczę), tym większe było moje rozczarowanie, gdy na kilkanaście dni przed planowaną wysyłką do Żywca okazało się, że piwo jest bardzo mocno przegazowane — najwyraźniej nie dofermentowało i drożdże dokończyły robotę w butelkach; wniosek na przyszłość: zacierać bardziej na słodko i dać piwu spokojnie fermentować, 4 tygodnie to za mało dla lagera;
-
bohemskie ciemne (Czeski Film), od razu było wiadomo, że się nie udało — wyszło zbyt wytrawne, zbyt mocno palone, gorzkie i kwaśne od słodu palonego, zupełnie bez ciała, odpadło w eliminacjach, powoli jest dopijane, ale czas nie działa na jego korzyść (powiedziałbym, że w ogóle czas na nie nie działa...);
-
szkockie 70/- (Camry 40), wyszło zbyt wytrawne i wodniste, odpadło w eliminacjach i zostało wypite, nie powiem, ze smakiem, może zbyt szybko, bo ostatnie butelki naprawdę smakowały wyśmienicie;
-
kolońskie (Kolońskie v2.1), za późno się za nie wziąłem, bo po odpadnięciu 2 z 3 przygotowanych piw nie miałem ochoty robić piwa konkursowego, tymczasem jest tydzień po konkursie a piwo dopiero dochodzi do swojej szczytowej formy, szkoda było wysyłać piwo na pewną porażkę.
Podobnie jak w ubiegłym roku po Birofiliach, tak i teraz postanawiam zmienić to w nadchodzącym sezonie. Po drodze jeszcze jesienią będzie konkurs w Katowicach, na który może wyślę ostatnio robionego dubbla, o ile oczywiście będę z tego piwa wystarczająco zadowolony. Bo już wiem, że mój smak mnie nie oszukuje i jeżeli ja sam mam uwagi do mojego piwa, to sędziowie będą mieli je tym bardziej. Mam więcej czasu na ćwiczenia, więcej czasu na poprawienie warsztatu — i drugą szansę, szczególnie gdy chodzi o lagery, których nie mogę uznać za udane...
Rok w browarze. To był chyba najdłuższy rok mojego życia — i bardzo mi się to podoba. Życie od warzenia do rozlewu rzeczywiście płynie w wolniejszym, łatwiej strawnym tempie. Nie ukrywam, w moim wieku ma to już spore znaczenie. ;)
Browar Clair de Lune rozpoczął działalność produkcyjną 5 czerwca 2010 roku, na wyjeździe w naszej Wiejskiej Posiadłości — dopiero drugie piwo powstało w domu. Od tamtej pory co parę dni na gazie staje 28-litrowy garnek, a kuchnia zyskuje dumne miano warzelni. Czy mam już prawo do jakichś podsumowań?
-
34 warki po (przeciętnie) 0.2hl czyli 6.8hl, 680 litrów piwa;
-
1 warka z nachmielonego ekstraktu, 1 warka z ekstraktów niechmielonych, 32 zacierane z ziarna, z tego 24 z własnoręcznie skomponowanych zestawów;
-
pracowało w browarze 13 szczepów drożdży, zarówno suchych jak i płynnych;
-
ponad 100kg ześrutowanego ziarna;
-
ponad 1300 naklejonych własnoręcznie etykiet;
-
jedna poważna infekcja, która skończyła się wylaniem kilkudziesięciu litrów piwa z trzech warek;
-
jedna warka nie dała się pić z powodu pomyłki w zasypie i również trafiła do kanalizacji;
-
udział w dwóch konkursach zakończył się kompletną porażką (miejsca pod koniec stawki);
-
od warki #21 w użyciu jest chłodnica zanurzeniowa i moje piwo smakuje jak piwo, a nie torebka po herbacie ekspresowej, zdarza mu się również pachnieć chmielem;
-
6 warek to lagery (5 udanych), 5 warek to pszenice (jak na razie jedynie w stylu niemieckim, 4 udane), pozostałe 23 to ejle;
Jeżeli miałbym się zastanawiać jak warzenie piwa wpłynęło na moje życie, to pierwsze co mi przychodzi na myśl to spowolnienie — moje życie znacznie zwolniło swoje tempo. A wraz z tym spowolnieniem tempa życia nastąpiło coś, co kiedyś określaliśmy jako rozluźnienie zwieraczy w mózgu. Bardzo mi się ten efekt podoba.
W tym rocznicowym nastroju będę dziś zacierał moje pierwsze piwo w belgijskim stylu, oczywiście zrzynając od najlepszych (gupi markdown nie radzi sobie z urlami z wiki piwo.org). ;)
Raz, że trochę poładniała, a dwa — można już komentować wpisy warek. Jeszcze trochę, a przejmę władzę nad światem. ;)
Im mniej mam do czynienia z Django w pracy, tym większą mam przyjemność z drobnych robótek na swoim.
W pierwszych dniach kwietnia odbyły się 2 konkursy, w których wystawiłem moje piwa, marcowe w II Konkursie o Puchar piwo.org i pilsa w I Śląskim Konkursie Piw Domowych. No i niestety obydwa wypadły bardzo marnie, w tym pils zdecydowanie poniżej wszelkich oczekiwań. Aby nie być gołosłownym przytaczam opinie z metryczek, jakie piwom wystawiły składy sędziowskie.
Najpierw podczas zlotu odbył się konkurs w Wiśle, wystawiłem do niego mojego Harmagiedona.
Piwo poprawne w wyglądzie. W zapachu jednak wyczuwalny H2S (zapach zgniłych jajek). Kwaśność podwyższona a od wewnątrz obecny zapach chmielowy i rozpuszczalnikowy. Finisz dość długi o lekko kwaśnym i goryczkowym charakterze. Pełnia niższa od średniej, piwo lekko przesycone CO2 i ściągające. Ogólnie nie ma dobrego balansu smaków.
I w ten sam weekend odbył się konkurs w Katowicach, w którym startowało moje Łodygowe.
Piwo to otrzymało od Jury uwagi: niepozostające nuty w aromacie, zaokrąglona, anemiczna goryczka w tle; zapach slaby, lekko słodowy, goryczka słaba na finiszu, bez wad; orzeźwiające, ale czegoś mu brakuje, drożdże w zapachu.
Ogólnie dzięki tym uwagom wiem, co powinienem poprawić zarówno w kompozycji jak i w procesie, więc przynajmniej jest z czego wyciągać wnioski, ale fakt sklasyfikowania obu piw pod koniec stawki jest trochę przygnębiający. I nawet nie pociesza mnie to, że nie były ostatnie.
Analizując te wyniki postanowiłem wycofać się z uczestnictwa w Slovak Homebrewing Star (miałem w nim wystawić m.in. Łodygowe) i poddać surowej weryfikacji piwa, które chciałem zgłosić do KPD w Żywcu.
02.04.2011 — piwo bezstylowe, warka eksperymentalna dla sprawdzenia efektów chmielenia zacieru.
Zasyp
-
słód pilzneński (Optima via Bogutyn Młyn) 3.60kg
-
słód karmelowy jasny (Weyermann Carahell®) 0.40kg
Chmiele i dodatki do gotowania
-
Marynka gran. 2009 (7.8% a-k) 20g
-
Lubelski gran. 2009 (4.5% a-k) 24g
-
Fuggles gran. 2009 (4.0% a-k) 16g
-
mech irlandzki 3g
Drożdże
Zacieranie
-
57ºC zasyp słodów
-
53-51ºC 10'
-
67-65ºC 10'
-
73-71ºC 50'
-
76ºC mash out 10'
Filtracja / wysładzanie
-
wysładzanie 3x4.5l (do objętości ~25l), nie zmierzyłem ekstraktu brzeczki przed gotowaniem
Chmielenie / gotowanie
-
do zacieru 24g Lubelski
-
do zacieru 16g Fuggles
-
70'
-
Marynka 20g 60'
-
mech irlandzki 3g 10'
Wybicie 23l, 11.5ºBlg. Brzeczka zadana drożdżami 03.04.2011 o godz. 10:00 w temperaturze 18ºC. Wydajność liczona po polsku wyniosła 71%. Przełom potężny, ale brzeczka nastawna ponownie mętna jak mleko.
Chciałem sprawdzić jakie efekty daje technika chmielenia, polegająca na sypaniu chmielu aromatycznego i smakowego do zacieru. I o ile podczas gotowania dało się poczuć pewne różnice (piękny zapach mięty, natki pietruszki, taki ogólnie ziołowy), to już brzeczka nastawna nie przejawiała żadnych różnic względem tego, do czego przyzwyczaja nas normalne gotowanie z chmielem. Na pełne wnioski trzeba jednak będzie jeszcze poczekać, bo efekt końcowy w postaci piwa będzie gotowy dopiero za jakieś półtora do dwóch miesięcy. No i co również ważne, pozbyłem się większości resztek chmielu z 2009 roku. Trochę zostało, ale jakoś nie pasował mi do tego piwa (Bramling Cross, kupiony z myślą o porterze).
No i druga premiera w browarze, pierwszy raz użyłem drożdży Nottingham. Mają dobrą opinię, ale ich dostępność w polskich sklepach internetowych pozostawia wiele do życzenia (tak jakbyśmy mieli wielki wybór suchych drożdży...).
Następne warzenie dopiero za 3 tygodnie, bo po drodze wyjazd na zlot w Wiśle, przedświąteczna gorączka, Wielkanoc...
Pliki z recepturą jak zwykle w serwisie Google Documents.
Konsumpcja produktów sezonu lagerowego 2010/11 w trakcie, więc mogę już pokusić się o jakieś wnioski. Większość piwa niestety jeszcze nie dojrzała, więc wnioski pewne tak na 70%. Są pocieszające, ale bynajmniej nie radosne.
Marcowe
Zrobiłem jedno marcowe, Harmagiedona. To był pierwszy mój lager na zimno. W stosunku do pierwszego wcielenia zmniejszyłbym ilość słodu melanoidynowego (100g zamiast 200g) i uprościł skład słodów podstawowych, np. 2kg pilzneńskiego i 2kg monachijskiego (lub wiedeńskiego). Jest również za dużo chmielu na smak, wystarczyłoby 10g (zamiast 30g). Ale ogólnie poza tym wyszło świetnie, jak sądzę dzięki drożdżom.
Pils Niemiecki
Były dwa, jeden już jest degustowany, choć oczywiście jeszcze jest zbyt młody, a drugi niestety w kegu 100km od domu, więc do maja pozostanie wielką niewiadomą. Co do Łodygowego, to znowu za dużo chmielu na smak, 10g spokojnie by wystarczyło (było 20g), a nie jestem pewien czy w ogóle z niego nie zrezygnować — Tettnanger dał taki ostry, pikantny smak, który niezbyt mi odpowiada, ale może to się z wiekiem trochę ułoży. Kolor dobry, jedyne do czego mam zastrzeżenia to piana, praktycznie jej nie ma. Niestety, 60' przetrzymywania w temperaturze przerwy dekstrynowej nie dało spodziewanego efektu. Trzeba będzie w przyszłości przeprosić się z carapilsem.
Wiedeńskie
Praktycznie ideał. No, ewentualnie mogłoby być jaśniejsze, więc może tylko zamienię 1.5kg monachijskiego ciemnego na 1kg jasnego, reszta to słód wiedeński. Goryczka wzorowa, więc tu niczego nie trzeba zmieniać. Doskonałe damskie piwo, pomimo dość wysokiej zawartości alkoholu (5.8% obj.).
Tmave
W ogóle nie przypomina oryginalnego Tmavego — jest raczej wytrawne, lekko karmelowe i mocno palone. Smaczne, ale to nie jest Tmave, już raczej Schwarzbier. W przyszłości dam mniej słodu palonego, pewnie również jaśniejszy (czekoladowy). Liczę bardzo na to, że ta paloność trochę zejdzie z pierwszego planu w miarę jak piwo będzie dojrzewać.
Koźlak
Pozostał koźlak, który na razie jest wielką niewiadomą i pozostanie nią przez najbliższe 3 miesiące. Ale do przyszłego sezonu zdążę go zdegustować i wyciągnę wnioski. Na razie wiem tyle, że nie ma sensu celować w dolną granicę ekstraktu dla stylu. No i nie ma co żałować słodów karmelowych.
Inne wnioski
Co do drożdży — nie jestem zadowolony z Bohemian Lager, trochę zbyt głęboko odfermentowują i dają zbyt czysty smak. Dużo wybaczają w czasie fermentacji, ale są wymagające na innych etapach, trudno o dobry balans słodu i chmielu. Na następny sezon wybiorę jednak Czech Pils, które podobno mocniej akcentują słód. No i obowiązkowo Munich Lager, te stały się moimi ulubionymi, wspaniale akcentują słodowość, na której bardzo mi zależy w lagerach. Jednak postawię na drożdże płynne, bo asortyment suchych nie zaspokaja moich potrzeb.
Co do asortymentu (i woluminu) piwa, to zakładam że będzie podobny jak w tym sezonie:
-
2 jasne, może tym razem jakieś monachijskie albo dortmunder?,
-
2 półciemne, obowiązkowo marcowe i wiedeńskie, zamówienie mojej żony ma absolutny priorytet,
-
ciemne (bohemskie?, monachijskie?, jakieś zwykłe?),
-
koźlak tradycyjny na zakończenie sezonu, żeby było co degustować na zakończenie lata.
W ten sposób zaspokajam zarówno potrzeby damskiej części klienteli browaru, jak i moje upodobania. No i przy okazji pewnie jakiś konkurs też się obskoczy, choć z tegorocznego pokłosia wystawię piwa do 4 konkursów (piwo.org, śląski, żywiecki i Slovak Homebrewing Star).
26.03.2011 — piwo w stylu Scottish 80/- (Export).
Zasyp
-
słód pale (Castle Malting) 4.00kg
-
słód karmelowy jasny (Weyermann Carared®) 0.16kg
-
jęczmień palony (Weyermann) 0.04kg
Chmiele i dodatki do gotowania
-
Fuggles gran. 2009 (4% a-k) 50g
-
mech irlandzki 3g
Drożdże
Zacieranie
-
68ºC 70'
-
76ºC mash out 10'
Filtracja / wysładzanie
-
wysładzanie 3x4.5l (do objętości ~24.5l), nie zmierzyłem ekstraktu brzeczki przed gotowaniem
Chmielenie / gotowanie
-
70'
-
Fuggles 50g 60'
-
mech irlandzki 5g 10'
Wybicie 22.5l, 13ºBlg. Brzeczka zadana drożdżami 27.03.2011 o godz. 10:00 w temperaturze 13ºC. Wydajność liczona po polsku wyniosła 73%. Fermentacja ponownie startowała jakby chciała a nie mogła, podejrzewam że ten szczep drożdży tak ma.
Brzeczka ma kolor ciemnego miodu, więc znając życie piwo wyjdzie ciut za jasne — mogłem dać ciemniejszy słód karmelowy, jakiś caramunich albo coś takiego. I jest szatańsko gorzka, ale to też się ułoży. Powiedzmy że taką mam nadzieję. Dobrze przynajmniej, że nie czuć aby ta goryczka była ściągająca, więc dochładzanie przez noc na balkonie może nie jest takim złym pomysłem. Nie zanosi się także na to, by piwo miało jakąś spektakularną pianę, ale może chociaż będzie trwała. Niestety, nagazowanie odpowiednie dla tego stylu (czyli niskie) nie wróży pianie najlepiej, ale wielka i betonowa piana nie jest charakterystyczna dla szkockich ale'i. Nie o to w tym piwie chodzi.
Ciekaw jestem za to, na ile to piwo będzie treściwe. Przyłożyłem się tym razem do pilnowania temperatury podczas zacierania i przez cały czas utrzymywałem ją w okolicach 68ºC. Koledzy twierdzą, że ma to dać wybitnie treściwe piwo, co też jest właśnie moim celem. To dopiero druga warka którą zacieram jednotempereturowo i nie mam w tej dziedzinie własnych doświadczeń, ale poprzednia odfermentowała do 2.5ºBlg, czego na pewno nie można nazwać niskim odfermentowaniem. Producent podaje niską zdolność odfermentowania dla tego szczepu drożdży, ale inni piwowarzy mają zgoła odmienne obserwacje, więc nie wiem z czego wynika tak wysokie odfermentowanie, czy z zacierania, czy z żarłoczności drożdży.
I znowu mnie czeka dłuższa przerwa w warzeniu, następna warka dopiero za 3 tygodnie, po powrocie ze zlotu w Wiśle. No chyba że nie wytrzymam i uwarzę coś w najliższy weekend. ;)
Pliki z recepturą jak zwykle w serwisie Google Documents.