What would Brian Boitano do?

Przesiadam się teraz dość regularnie z komputera z desktopem GNOME na Mac OS X 10.5 i mam kilka pomysłów, które mogłyby stać się killer-aplikacjami, gdyby tylko były. Innymi słowy, jest to lista tego, czego brakuje mi w GNOME lub w OS X (albo i w jednym i w drugim).

W GNOME najbardziej brakuje mi czegoś, co działa jak Spotlight w OS X. Celowo napisałem "co działa", bo podobne launchery i dodatki oczywiście istnieją, ale do działania Spotlighta im daleko (są wolne i żrą masę zasobów). Poproszę o coś takiego w najbliższym wydaniu.

I jest coś, czego nie ma ani GNOME, ani OS X — instalator tematów. Coś, co ma Firefox i Opera, ale sam desktop nie. Chciałbym móc otworzyć sobie okienko, przejrzeć listę tematów z gnome-look.org (albo z innego serwisu), nacisnąć guzik "install theme" i już.

Cron nie odpala zadań z crontaba? Mamy cię!

Jeżeli po aktualizacji Ubuntu do 8.04 (lub po przeniesieniu systemu np. z FreeBSD na 8.04) Twój crond przestał zauważać zadania wpisane w crontabie (po prostu jakby ich tam nie było...), to sprawdź, jak wygląda Twoja tabela zadań i czy ma to coś:

$ crontab -l | grep MAILTO
MAILTO=""

Bez tego nie pojedziesz.

Na wykrycie tego straciłem kilka godzin, więc pomyślałem sobie, że zapiszę tutaj, gdyby kogoś zgnębił podobny problem.

Mac - software

W poprzednim odcinku było o hardware, a teraz będzie o software. Jako zatwardziały linuksiarz mam nieco inne podejście do oprogramowania, niż użytkownicy Windows® (wolność, wolność!), z kolei system operacyjny i aplikacje traktuję całościowo, jako jeden ekosystem — to w odróżnieniu od bździarzy. Ot i tak (nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?).

Mac OS 10.5.4 (Leopard) wygląda ładnie. A nawet bardzo ładnie. Widywałem równie ładne dekstopy, ale jedynie na screenshootach, a tu proszę, sam mam taki piękny dekstop... Ale dość żartów. Patrzenie na OS X sprawia przyjemność i tyle wystarczy o wyglądzie tego systemu.

Jeżeli chodzi o funkcje samego systemu, to wszystko jest na miejscu, ale wszystko już gdzieś widziałem, może w trochę mniej wyczesanym wykonaniu. Inna rzecz, że to wszystko współgra ze sobą jak najlepiej. Pomijając dziwactwa (jak brak pliku /etc/hostname i paru innych w /etc, takie specyficzne pojmowanie dobrych obyczajów uniksowych), to OS X 10.5.4 to przyjemny system z uniksowymi korzeniami i ładną graficzną nakładką. Czasem mogą denerwować wynalazki Apple, jak np hierarche /Library i /Applications, ale można się do tego przyzwyczaić (o polubieniu nie ma mowy, jeżeli ktoś wcześniej miał system z prostą i czytelną hierarchią FHS). Oczywiście, po kilku latach używania jednego środowiska nabywa się nawyków, których trzeba się oduczyć przy przesiadce na inne, ale nawet na linuksie przesiadając się z Gnome na KDE (czy dowolne inne środowisko desktopowe) trzeba się pozbyć jednych przyzwyczajeń i wyrobić sobie następne. Nikt tego nie lubi, więc pewnie dlatego wyrobieni linuksiarze takich rzeczy nie robią — narzekają na swoje środowisko, ale na inne się nie przesiadają bez absolutnej potrzeby. ;)

Niestety, częścią środowiska są aplikacje spoza samego systemu i tu już mało rzeczy można pochwalić. W większości to kupa gówna, za którą w dodatku trzeba zapłacić. Ale użytkownicy Windows prawdopodobnie to znają i są do tego przyzwyczajeni, więc nie robi to na nich wielkiego wrażenia. Linuksiarz będzie psioczył. Na szczęście mam dość specyficzne (czytaj: małe) wymagania, więc udaje mi się je zaspokoić minimalnym zestawem (terminal, edytor, przeglądarka, komunikator i odtwarzacz muzyki).

I na zakończenie o tym, co się przydaje: MacPorts to przeniesiona z FreeBSD idea portów. Z portów mam Pythona, Vima 7.2, ImageMagick, Subversion, bazaar i całą masę innych przydatnych narzędzi typu command line. Trochę denerwujące jest to kompilowanie ze źródeł, ale w sumie da się wytrzymać, dopóki komuś nie wpadnie do głowy zainstalowanie sobie czegoś, co zależy od KDE lub Gnome, bo to wtedy nocka z głowy.

Pomimo narzekań i niesmaku, nie mogę powiedzieć, żeby pod względem softu było źle. Jest mniej-więcej tak, jak na Windows®. W porównaniu do różnych dystrybucji linuksa to jest po prostu gorzej — mało zamienników, kiepska jakość oprogramowania 3rd party i wszechobecna pazerność. I choćby z tego powodu prywatnie Maca bym sobie nie kupił.

Na doczepkę

Na koniec wspomnę krótko o tym, co daje największą przewagę linuksowi. OS X nie ma community. To system zrobiony dla indywidualistów, kultywujący indywidualizm i nie mający żadnego przesłania społecznościowego. Komuś, kto przesiadł się z systemu, wokół którego jest vibrant community, Mac OS X będzie się wydawał systemem bez zaplecza społecznego, napędzanym jedynie pieniędzmi Apple. Przynajmniej ja mam właśnie takie wrażenie. Nie odpowiada mi to, ale powoli się do tego przyzwyczajam.

Mac i Python, Python i Mac

Jak wiedzą wszyscy (albo wszyscy w mieście), Apple dostarcza jakiegoś Pythona ze swoim OSX. Mogłoby to wskazywać, że Python jest first class citizen, jeżeli chodzi o języki programowania na OSX, podobnie jak jest to w przypadku Ubuntu. A figę (chcialem napisać bardziej dosadnie, ale podobno nieletni czytają)!

Robienie aplikacji na Maka w Pythonie to droga przez mękę. Serio. PyObjC obecnie oficjalnie jest w wersji, która ledwo wspiera poprzednią wersję OSX (10.4), zresztą pisanie w tym czymś przypomina programowanie aplikacji na Win32 używając PyWin i MFC. A chyba nawet gorzej. Z normalnych ramówek GUI są oczywiście wszystkie, ale w takim przypadku bez Py2App nie ma co się do tego zabierać. Normalnie jak na Windows.

Która to konkluzja doprowadza mnie do szerzej ujmującej makowo-osxową rzeczywistość konstatacji — ogólnie Mac jest jak Windows, tylko trochę bardziej. Odczuwam taki sam brak wolności (w sensie free speech) i podobne podejście ludzi, którzy robią oprogramowanie na Maki — byle tylko zarobić i nic nie pokazać. Na linuksie może nie ma aż tak wyczesanych efektów wizualnych, może też nie wszystkie ficzery tak ładnie działają (zamknij klapę laptoka, a się uśpi, podnieś, a się obudzi — i WiFi przeżyje), ale pod względem aplikacji skierowanych na produktywność po prostu nie ma porównania. Instalujesz Ubuntu i masz dosłownie wszystko, czego potrzebujesz, a to, czego jeszcze nie masz, jest na odpalenie apt-get install.

Co doprowadza mnie do kolejnej konkluzji, że moim kolejnym prywatnym komputerem nie będzie Mac, tylko jakiś fajny normalny laptop z matrycą 13'4. Jak na przykład twoja Toshiba, Smoku...

Zdrada? To się dopiero okaże...

No i będę miał w pracy MacBooka. Niby zwykłego, ale tak nie do końca, bo czarnego. Nigdy nie miałem Maca, nigdy też go nie używałem, więc zacząłem od czytania, co też mnie czeka po przesiadce z linuksa. Nie zapowiada się różowo, głównie z powodu problemów z bibliotekami. Ale może jakoś to przeżyję...

Przegrywam z maszyną

Od kilku tygodni (a dokładnie odkąd mam Ubuntu 8.04) zastanawia mnie zużycie prądu na poziomie 14W/h. Niby niewiele, ale zmniejsza mi to znacząco czas używania laptopa na baterii. Naczytałem się, że tu i ówdzie świeżo zainstalowany 8.04 zużywa 10.5-11W/h, a to przecież sporo mniej. Próbowałem dojść przyczyny, ale nie znalazłem niczego konkretnego.

Wciąż najważniejszym źródłem przebudzeń procesora jest przełączanie zadań między rdzeniami. Nie pomogła na to ani aktualizacja biosu, ani wyładowywanie kolejnych modułów (po co mi parport, skoro nie używam drukarek, ani nie mam portu równoległego?), zużycie prądu uparcie nie chce zejść poniżej 13.5W/h. gnome-power-manager też nie był tym głównym winowajcą, bo po przełączeniu się na KDE 3.5 minimalny poziom zużycia prądu nawet wzrósł do 14.5W/h — cały zysk z wyłączenia tego potwora został przejedzony gdzie indziej.

Ostatecznością (po którą nie chciałbym jednakowoż sięgać) jest próba z nowszym kernelem. A że jestem wyjątkowo leniwy i nie chcę się babrać z budowaniem kernela debiany-way, oznacza to próbne zainstalowanie Fedory Core 9... O, jak mi się nie chce tego robić.

Halo, czy ktoś mi naprawi komputer? ;)

Ubuntu 8.04 RC1 na HP 6510b

Z rzeczy wkurzających:

  • żeby uruchomić instalatora w trybie tekstowym (alternate), do linii poleceń uruchomienia jądra trzeba dopisać vga=771 (w 7.10 wybierało się rozdzielczość z listy);
  • nadal występuje problem z twardym zwisem po zamknięciu pokrywy z powodu nieprawidłowej konfiguracji hotkey-setup, trzeba zrobić to samo, co w 7.10.

Z porażek kompletnych:

  • Firefox 3.0b5, działa może szybciej, apetyt na pamięć ma może mniejszy, ale ma dobrze widoczne bugi (np. nie daje się odinstalować ani zainstalować żadnych rozszerzeń i tematów).

Z sekcji próbowaliśmy, ale się nie udało:

  • klient BitTorrent Transmission jest śmieszny. Wzorcem metra w tej dziedzinie jest Azureus i chłopaki od KTorrent całkiem nieźle sobie poradzili z zadaniem napisania natywnego klienta, który nie odstawałby od Azureusa funkcjonalnie. O Transmission tego się nie da powiedzieć.

Walki z SuSE (open) ciąg dalszy

Do pisania aplikacji w Django ten system się raczej nie nadaje — nie ma w nim całej masy bibliotek, a przede wszystkim nie ma psycopg.

Kicha.

Dorobiłem się

W dzikim widzie zainstalowałem sobie OpenSuSE 10.3 z KDE. Omatko. OMG. Co za dno. Po 3 godzinach walki z systemem mam wyjący komputer, którego desktop wygląda rzygowicznie, a każda rzecz, której się tknie, działa zupełnie inaczej, niż jest to napisane.

Szajs. Szajs jakich mało. SuSE to szajs.

Free Software lockdown

Pomyślałem sobie, że skoro za niecałe 2 tygodnie ma wyjść nowe Ubuntu, to dam sobie parę dni na przetestowanie jakiejś innej dystrybucji. Padło na SuSE, ale z tego padnięcia nic nie wyszło — po pół godzinie kombinowania w pierwszych krokach instalacji zrezygnowałem nie doszedłszy do menu wyboru pakietów. Ubuntu nie każe wybierać żadnych pakietów...

Ładowanie...