...kiedy muszę pojechać do pracy komunikacją publiczną przekonuje mnie o tym, że przesiadka do samochodu (i nieużywanie komunikacji publicznej) jest najlepszą rzeczą, jaką zrobiłem w tym roku. A bardzo możliwe, że ogóle w moim prywatnym (pozarodzinnym i pozazawodowym) życiu. Syf, ścisk, brak punktualności i rzadkie kursowanie. Z każdą z tych rzeczy można coś zrobić żeby poprawić stan publicznej komunikacji w Warszawie, ale najwyraźniej decydenci mają to w dupie — lepiej jest utrudnić kierowcom prywatnych samochodów życie do tego stopnia, by przesiadka do śmierdzących, zatłoczonych i wiecznie spóźnionych autobusów okazała się mniejszym złem (od: stania w korkach, braku miejsca do zaparkowania auta, wysokim opłatom parkingowym, itd.).
Od wczoraj obowiązuje ustawa, która miała przedsiębiorcom rozpoczynającym działalność ułatwić życie — wszystkie sprawy związane z rozpoczęciem działalności gospodarczej miały być załatwione podczas jednej wizyty w magistracie, przy jednym okienku właśnie. Wczoraj odwiedziłem mój Urząd Miasta, ale pani w tym jednym okienku poprosiła, żebym przyszedł następnego dnia, jeżeli mi się nie spieszy z rozpoczynaniem działalności (albo spieszy mi się dokądś), bo ona nie do końca wie, jak to wszystko pozałatwiać, pomimo tego, że była na jakimś szkoleniu i nawet jej instrukcję dali. Pobiedziłem się wczoraj wieczorem nad formularzem EDG-1 i przyszedłem dzisiaj rano...
Okienko faktycznie jest jedno. To znaczy — są dwa, ale tylko jedno czynne. Kolejka może nie była szczególnie długa, ale posuwała się potwornie wolno, bo pani przyjmująca druki przy każdej sprawie musiała dzwonić w przynajmniej jedno miejsce, żeby zasięgnąć dodatkowych informacji (do Urzędu Skarbowego albo do ZUS). A czasem musiała dzwonić w oba... Średni czas załatwienia jednego interesanta: około 60 minut. Po około 2 godzinach przyszedł czas na mnie. Na szczęście dobrze odrobiłem pracę domową wczoraj i mój wniosek nie wymagał żadnych korekt, więc załatwiłem sprawę w pół godziny i z jednym telefonem do przyjaciela (w Urzędzie Skarbowym).
A teraz zauważone idiotyzmy:
wraz z wnioskiem można podać numer konta bankowego dla firmy, ale żeby założyć konto na firmę, to trzeba mieć wpis do ewidencji i REGON: +1 okienko;
we wniosku można podać dane firmy rozliczającej księgowość, ale umowę podpisuje się dopiero po uzyskaniu wpisu do ewidencji i REGON: +1 okienko;
we wniosku nie można podać sposobu rozliczania VAT: +1 okienko;
wraz ze składaniem wniosku nie można zgłosić płatnika składek i ubezpieczonego do ZUS: +1 okienko.
I jeden, jedyny plus, jaki w tym wszystkim jest: działalność można rozpocząć w dniu składania wniosku o wpis do ewidencji. Dobre i tyle, chociaż wciąż nie można podpisać żadnej umowy (bo przecież nie ma się wpisu do ewidencji ani REGON).
Wszystko to wygląda na krok w dobrą stronę, ale raczej głupio zrobiony.
Donald Tusk mówi poruszając jedynie dolną szczęką, jak postacie z kreskówki South Park. To oczywiście nic złego i absolutnie nie jest prawdą, jakobym traktował takie osoby jak podludzi. Ale kozy zawsze pozostaną kozami. :)
Bardzo brakuje mi w naszym pięknym kraju porządnej, stabilnej gazety codziennej o profilu konserwatywnym. Pewne nadzieje pokładałem w dzienniku Polska, podobno powstającym we współpracy z The Times (co mi właśnie tak konserwatywnie wróżyło), a wydawanym przez Polskapresse. Kupiłem dzisiaj numer i zrozumiałem, że to była daremna nadzieja. To będzie kolejny dziennik o linii umiarkowanie prorządowej, podobnie jak springerowski Dziennik. Przykre. Gazeta Polska pozostaje jedyną gazetą o akceptowalnej linii politycznej, największa szkoda w tym, że nie jest dziennikiem.
Albo nagle wszyscy testerzy ruszyli do testowania aplikacji, albo rzeczywiście z tym wydaniem jest naprawdę coś nie w porządku. Ale frekwencja nieco ponad 50% przecież nie jest niczym niezwykłym, skąd więc aż takie problemy?
W każdym razie, ja zamierzam spać spokojnie tej nocy, tak samo, jak i do tej pory. Czego i wszystkim innym życzę.
W jakiejś reklamie w telewizji pojawił się Che Guevarra, wielokrotny zabójca i moralny degenerat. Zamurowało mnie do tego stopnia, że nawet nie spojrzałem, co takiego on reklamuje.
Zastanawiam się, kiedy w reklamie pojawi się Stalin, np. reklamujący wodę mineralną. "O chlebie i wodzie!", tak mógłby brzmieć slogan.
W obecnym wydaniu "Tańca z Gwiazdami" w TVN mamy gerontofilię (Helena Vondračkova, lat 60) z politycznym kabaretem (poseł LPR Krzysztof Bosak). Żenada. Moim zdaniem równie dobrze mogliby zaprosić Erica Raymonda -- efekt byłby bardziej spektakularny.